sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 1

(…)Szłam długim korytarzem z pomalowanymi na biało ścianami, prowadzona przez jednego z lekarzy. Tak. To szpital psychiatryczny. Widocznie moi rodzice uznali, że to dla mnie najlepsze rozwiązanie. Bzdura!! (…) Kiedy drzwi się przede mną otworzyły się, lekarz kazał mi wejść do środka. Na ścianach wisiały kolorowe obrazki, a na środku sali stało kilkanaście krzeseł ustawionych w półokręgu. Usiadłam na jednym z nich i uparcie czekałam. Na co? Sama nie wiedziałam. Moim jedynym marzeniem było jak najszybciej się stąd wydostać. (…)
- Teraz Ty. – Usłyszałam głos terapeuty, który prowadził z nami zajęcia.
 - Cześć, jestem Oliwia. Trzy razy próbowałam popełnić samobójstwo, tnę się regularnie. Nienawidzę siebie i swojego ciała. – Po wypowiedzianych słowach odetchnęłam z ulgą i tylko usłyszałam głos reszty osób mówiących: „Cześć Oliwia”.
Przez chwilę siedziałam ze spuszczoną głową i słuchałam znudzona wypowiedzi innych. W pewnym momencie usłyszałam ciepły, męski głos. Uniosłam wzrok i spojrzałam na chłopaka, który siedział naprzeciw mnie i mówił o sobie. Mój wzrok przykuły jego brązowe oczy. Były.. Były takie tajemnicze. Rozmarzyłam się w tej chwili i zapomniałam o Bożym świecie.
Opowiadał o swoim życiu, tak, jakby nie chciał o tym mówić. Czułam, że boi się opowiadać, bo to piekło przez które przechodzi. Mówił o tym tak, jakby go to przytłaczało, jakby ludzie go nie rozumieli. Przyłapałam się na tym, że przez chwilę, w myślach starałam się go zrozumieć. Chciałam, żeby to przede mną się otworzył. Wtedy nasz wzrok się spotkał, ale usłyszałam, że ktoś powtarza moje imię. Odwróciłam się lecz potem jeszcze na moment zajrzałam w głębię jego oczu, które zauważyły głębię moich.
   Terapeuta powiedział, że na dziś koniec i każdy zaczął powoli wychodzić. Niektórzy mieli naprawdę mocno namieszane w głowie. Jak na nich patrzyłam czułam się inna bo w porównaniu z moimi problemami, oni mieli znacznie gorszą sytuację. Współczułam im. (...) Wyszłam z sali, zauważając, że chłopaka o brązowych oczach już nie ma. Rozglądałam się po korytarzu, ale nigdzie go nie było. Lekarz odprowadził mnie do mojego pokoju . Długo siedziałam, rozmyślając co dla nie znaczy okaleczanie się. Próbowano mi wcisnąć jedzenie, ale nie miałam ochoty jeść. I tak truli mnie już masą leków, które łykałam tylko po to, aby zostać tu jak najkrócej.
   Około godziny 18 mieliśmy czas, kiedy mogliśmy wyjść na powietrze. Usiadłam na parapecie, patrząc jak ludzie chodzą po ogrodzie. Dziewczyna w moim wieku, która podobno miała depresję, siedziała na huśtawce. Wydawało mi się, że na jej twarzy gości uśmiech, ale potem zauważyłam, że płacze i moje myśli gdzieś uciekły. Również postanowiłam wyjść na dwór i poszukać chłopaka, którym teraz przesiąknięta była moja głowa. Wyszłam z sali, kierując się schodami na dół. Obeszłam całe podwórze, ale nigdzie go nie było. Usiadłam, zastanawiając się po co właściwie to robię. Zniechęcona weszłam do budynku, gdzie natknęłam się na pielęgniarkę.
- Nie wie pani, gdzie mogę znaleźć chłopaka w moim wieku, bruneta, ma brązowe oczy, był dzisiaj ze mną na terapii?
- Wydaje mi się, że chodzi Ci o Igora. - powiedziała kobieta i wskazała palcem korytarz,  w który mam wejść, a ja nieszczerze się uśmiechając, ruszyłam aby go znaleźć.
   Idąc, widziałam mnóstwo ludzi. Weszłam do sali, gdzie śpiąca dziewczyna trzymała w dłoniach przepełniony strachem obrazek. Przeraziłam się trochę, dlatego czym prędzej wyszłam. Doszłam do pokoju na końcu korytarza, z którego było słychać krzyki. Podbiegłam tam i zatrzymałam się w drzwiach, widząc co się dzieje. Brązowookiego trzymał mocno jakiś mężczyzna ubrany na biało. Chyba próbował go uspokoić, bo chłopak strasznie się rzucał. Krzyczał coś o śmierci, że w nocy go coś nawiedza i o tym, że zabił własną matkę. Bałam się. W pewnym momencie chłopak wyrwał się i ręką zrzucił z szafki kubek i tabletki. Krzyczał, że to go zabija. Wtedy mnie dostrzegł i nagle ucichł. Wzrok ludzi w pomieszczeniu pobiegł za jego wzrokiem i napotkali mnie. Ku mojemu zdziwieniu chłopak podbiegł do mnie i stanął kilka centymetrów ode mnie.Chciał chyba coś powiedzieć, ale mężczyzna go złapał i chłopak wybuchł płaczem. Kobieta, która weszła do pokoju na wołanie mężczyzny wyciągnęła mnie z sali. Przerażona tym co zobaczyłam chciałam jak najszybciej zniknąć z tego miejsca, zabierając ze sobą tego chłopaka, który wyraźnie tu cierpiał.
 Kolejnego wieczoru znowu poszłam do pokoju tego chłopaka. Sytuacja znów się powtórzyła. Postanowiłam tam wrócić. Później. Około 22, po wszystkich obchodach udałam się do pokoju Igora. Wyszłam dyskretnie z pokoju i poszłam do jego sali. Na moje szczęście na korytarzu nie było żadnych pielęgniarek ani lekarzy. Zapukałam delikatnie do drzwi i słysząc ciche 'proszę', weszłam. Usiadłam na brzegu łóżka i spojrzałam na Igora, który właśnie ocierał mokre od łez policzki. Pewnie myślał, że tego nie widzę.
- Przepraszam. Wpadło mi coś do oka. - powiedział i spojrzał przez okno.
- N.. nie musisz udawać. Widziałam. - mruknęłam dość cicho i zacisnęłam usta.
- Jasne.. - dodał i pociągnął nosem. - Po jaką cholerę tu przylazłaś?! - podniósł trochę ton głosu ale nie patrzył na mnie.
Tak naprawdę nie miałam zielonego pojęcia po co do Niego przyszłam. Po jego pytaniu wstałam i odparłam cicho.
- Po nic.. Pójdę już. Nie będę Ci przeszkadzała. - chwyciłam za klamkę i już chciałam wyjść, kiedy nagle poczułam jak coś ciągnie mnie do tyłu, a ja upadam na łóżko.
  Pozbierałam się szybko i dotarło do mnie, że to Igor mnie pociągnął. Spojrzałam na niego trochę przestraszona. Usłyszałam ciche 'przepraszam'. Wiedziałam, że jest chory i rozumiałam jego zachowanie. Usiadłam z powrotem obok niego i chwyciłam jego dłoń. Musiał się wystraszyć, bo natychmiast ją zabrał. Ja po chwili również cofnęłam swoją. Siedzieliśmy jakiś czas w milczeniu, jednak po jakimś czasie zaczęliśmy rozmawiać. Otworzyliśmy się przed sobą, rozmawialiśmy, śmialiśmy się o czasu do czasu. W tamtym momencie po raz pierwszy od wielu miesięcy uśmiechnęłam się. Jego nie obchodziło to jak wyglądam.
  Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. Dochodziła 3 nad ranem. Więc wychodzi na to, że przegadaliśmy 5 godzin! Może to zabrzmi dziwnie, ale czułam się przy nim bezpiecznie. Nie musiałam się obawiać, że zrobi mi krzywdę. Ufałam mu. Jak nikomu innemu. Niestety, było późno, więc musiałam iść do siebie. Za godzinę miał być obchód. Pożegnałam się z Igorem i wróciłam do siebie. Nie mogłam spać. Siedziałam na łóżku, a w mojej głowie ciągle był chłopak o brązowych oczach.
Nie wiem jak długo siedziałam z podkulonymi nogami zanim usnęłam. Śniło mi się, że zabierają mnie stąd. Rodzice wydają się być zadowoleni z tego, że wracam do domu, a ja ku ich zdziwieniu stałam smutna i zaczęłam płakać, gdy odjeżdżając  oknie zobaczyłam Igora. Właśnie! Igor. Kim był ten chłopak? Czego ode mnie chciał? Co mnie do niego ciągnęło. Nie znałam odpowiedzi na te pytania, ale chciałam jak najszybciej je poznać.
  Obudziła mnie lekarka, która kolejny raz próbowała mi wcisnąć coś do jedzenia. Zjadłam tym razem, mało bo mało, ale zawsze to coś. Była tym razem zdziwiona i wydawało mi się, że nawet podejrzewa, że coś ze mną nie tak. Potem zabrała mnie na rozmowę z terapeutą a następnie na badania. Nie rozumiałam po co się tak starają, skoro to i tak nie przynosi efektów. Człowiek, który siedział naprzeciwko mnie naprawdę próbował mi pomóc, ale przecież i tak nie odpowiadałam na jego pytania.Mi się nie dało pomóc! Czułam, że jest mi lepiej, że co jakiś czas chcę to zrobić. Przecież to otwierało przede mną drzwi do nowego świata. Rodzice co niedzielę mnie tam zabierają, a gdy wreszcie chcę się z NIM spotkać to płaczą i są zawiedzeni. 
   Nie rozumiem ludzi. Coraz częściej są mi obcy. Może właśnie dlatego ciągnie mnie do Igora, który mam wrażenie, że może mnie zrozumieć? 









Przy tworzeniu tego oto dzieła pomagał pewien Pan. Dawo. Mimo wszystko dziękuję!

niedziela, 31 marca 2013

OGŁOSZENIE.!!

WITAM. 

POSZUKUJĘ OSOBY, KTÓRA BYŁABY ZAINTERESOWANA PROWADZENIEM ZE MNĄ TEGO BLOGA. NIE INTERESUJE MNIE PŁEĆ, TWÓJ WYGLĄD, LECZ TO, CZY POTRAFISZ BYĆ KREATYWNA/Y I OPISYWAĆ DALSZE LOSY MOICH BOHATERÓW. 


CHĘTNYCH PROSZĘ O JAKIŚ ODZEW NA GG : 20633343 BĄDŹ NA ASKU : http://ask.fm/happypills12.
MAM NADZIEJĘ, ŻE KTOŚ BYŁBY ZAINTERESOWANY WSPÓŁPRACĄ ZE MNĄ. 
CZEKAM NA KONTAKT. 
                                                                                                                          MONIKA.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Prolog.


Z pozoru moje życie było normalne. Miałam kochających rodziców, dach nad głową, dobre oceny. Byłam radosną, energiczną dziewczyną z mnóstwem zapału do życia. Ale tylko z pozoru. Mój problem stanowili rówieśnicy. Gnębili mnie z każdego powodu. Byłam nazywana tłustą, pomimo tego, że schudłam w rekordowo szybkim czasie, doprowadzając się prawie do anoreksji. Wiedziałam, że oni nigdy nie zapomną o przeszłości. O mnie, grubej, ledwo się poruszającej. Nienawidziłam siebie za to. Nienawidziłam swojego ciała. Bardzo często lądowałam w szpitalu. Raz przez cięcia, niekiedy przez sznur. Zdarzało się, że "przez przypadek" wpadłam pod auto. Nie miałam pojęcia jak moja psychika i moje ciało to wytrzymują. Zawsze bałam się zasypiać, zamykać oczy, ze strachu że już ich nie otworzę. Że umrę. Jednak z drugiej strony chciałam aby to się stało. Żeby raz na zawsze uwolnić się od tego wszystkiego..